DM1 Pro to bardzo ciekawa myszka przynajmniej z kilku powodów – po pierwsze mamy tu do czynienia propozycją od polskiego producenta Dream Machines, który dopiero stawia pierwsze kroki na rynku sprzętu dla graczy, koncentrując się głównie na laptopach (naszą recenzję ich notebooka X980 przeczytacie w TYM miejscu), a po drugie jest to produkt skierowany do najbardziej wymagających graczy, stąd też i skrót Pro w nazwie. Nie ukrywam, że byłem bardzo ciekawy jak wypada debiut DM w tym segmencie, bo DM1 Pro zapowiadał się bardzo obiecująco, głównie za sprawą dobrze znanej konstrukcji oraz topowego sensora optycznego.
Zanim przejdziemy do oceny samej myszy, warto przyjrzeć się temu, w jaki sposób została zapakowana. Producent zastosował kartonowe pudełko z niewielkim okienkiem umożliwiającym obejrzenie urządzenia przed otwarciem. Opakowanie nie należy do najbardziej solidnych, jednak zawiera wszystkie podstawowe informacje dotyczące produktu. W środku, oprócz myszy, znalazła się skrócona instrukcja obsługi oraz komplet zapasowych ślizgaczy, które z pewnością okażą się przydatne po dłuższym okresie użytkowania.
Już po wyjęciu urządzenia z pudełka można zauważyć, że projektanci postawili na sprawdzoną ergonomię zamiast eksperymentować z nietypowym wzornictwem. Konstrukcja wyraźnie nawiązuje do klasycznych, symetrycznych modeli cenionych przez graczy na całym świecie. Taki kształt od lat uchodzi za wygodny zarówno podczas codziennego użytkowania, jak i wielogodzinnych rozgrywek, dlatego wybór tej formy trudno uznać za przypadkowy. Warto jednak pamiętać, że mimo symetrycznej bryły producent umieścił dodatkowe przyciski wyłącznie po lewej stronie obudowy, co sprawia, że model został zaprojektowany przede wszystkim z myślą o osobach praworęcznych.
Obudowę wykonano w klasycznej czerni, dzięki czemu mysz prezentuje się elegancko i pasuje do większości stanowisk komputerowych. Jej wymiary wynoszą około 126 × 68 × 39 mm, co plasuje ją wśród modeli średniej wielkości. Taka konstrukcja dobrze sprawdza się zarówno przy chwycie typu palm grip, jak i claw grip, zapewniając wygodę podczas różnych stylów użytkowania.
Jedną z największych zalet urządzenia jest niewielka masa wynosząca zaledwie 89 gramów. Choć na rynku można znaleźć jeszcze lżejsze modele, zastosowane rozwiązania konstrukcyjne pozwoliły znacząco ograniczyć wagę bez pogorszenia sztywności obudowy. Producent wykorzystał między innymi specjalnie zaprojektowaną płytkę drukowaną o uproszczonej konstrukcji, co pomogło zmniejszyć masę całego urządzenia. Lekka mysz jest szczególnie ceniona przez miłośników dynamicznych gier FPS, gdzie szybkie i precyzyjne ruchy mają duży wpływ na komfort oraz skuteczność rozgrywki.
Cały wierzch DM1 Pro pokryty został przyjemnym w dotyku, miękkim gumowanym materiałem, którego antypoślizgowe właściwości poprawiają nasz uchwyt, ale standardowo z łatwością zbiera on odciski palców (nie jesteśmy w stanie określić jego trwałości po tak krótkich testach, ale ten zapowiada się solidnie). Wszystkie elementy spasowane zostały praktycznie idealnie, więc pomimo tego, że górna część myszki składa się z 3 elementów (osobne panele boczne), to całość sprawia wrażenie jednolitej bryły. Producent zadbał też o to, by wszystkie krawędzie były odpowiednio zaokrąglone, żeby nasza dłoń o nic nie zahaczała.
Przyciski główne wykorzystują przełączniki firmy OMRON, ale są to zdecydowanie trwalsze modele niż w przypadku Cougara, ponieważ Dream Machines zapewnia, że wytrzymają co najmniej 20 mln kliknięć. Te charakteryzują się średnią sztywnością, ale są bardzo sprężyste i zapewniają bardzo szybki czas reakcji – miłośnicy rekordowej ilości wciśnięć na sekundę powinni być usatysfakcjonowani. Wiąże się to jednak z tym, że przyciski są dość głośne, a poza tym klik lewego wyraźnie różni się od prawego (pod względem odgłosu).
Rozmiar i rozmieszczenie przycisków bocznych sprawia, że bez większych problemów możemy do nich sięgnąć, ale nie do końca odpowiada mi ich klik. Nie dosyć, że ich odgłos jest wyraźnie różny („wstecz” jest znacznie głośniejszy), to jeszcze zapewniają odmienny feeling (w przypadku „do przodu” odczuwamy jakby sprężynowanie w trakcie zwalania przycisku). Niemniej jednak oba są funkcjonalne i dobrze wywiązują się z powierzonego im zadania.
Nad rolką znajdziemy jeszcze dodatkowy przycisk w kształcie tarczy, który służy do zmiany DPI. Ten pracuje bez zarzutu i pozwala na przełączanie się pomiędzy 5 trybami DPI, którym przypisano odmienny kolor podświetlania. I tak, dla 400 DPI jest to czerwony, 800 DPI niebieski, 1600 DPI zielony, 3200 DPI różowy, a dla maksymalnej wartości 5000 DPI pomarańczowy. Iluminacją objęto logo Dream Machines w tylnej części grzbietu myszki oraz rolkę – szkoda tylko, że nie mamy wpływu na tryb pracy podświetlenia i skazani jesteśmy na tzw. „oddychanie” (jest to konsekwencja braku dedykowanego oprogramowania). Co prawda światło pulsuje powoli i nie jest przesadnie ostre, ale mimo wszystko wołałbym stałe podświetlenie.
Scroll otrzymał gumowaną fakturę, która zapobiega przesuwaniu się naszego palca i ten działa bardzo płynnie. Skoki mogłyby być za to nieco lepiej zaakcentowane, a skoro się już czepiam, to wspomnę także o pojawiającym się przy szybszym przewijaniu głośniejszym terkotaniu i odrobinę zbyt twardym przycisku rolki.
Pod spodem kryją się zaś 3 sporych rozmiarów podkładki teflonowe – są naprawdę grube i odpowiednio zaokrąglone na krawędziach, przez co zapewniają myszce idealnie równy i bardzo gładki poślizg. W tym aspekcie bez wątpienia mamy do czynienia z najwyższą półką, a biorąc pod uwagę, że w zestawie otrzymujemy zapasowy zestaw, to nie musimy sobie nimi zaprzątać głowy na przyszłość.
Przewód DM1 Pro mierzy ok. 1,8 m długości i zabezpieczony został czarno-czerwonym materiałowym oplotem. Dodatkowo wzmocniono go u wylotu myszki i na zakończeniu pozłacanym złączem USB, a producent nie zapomniał także o dławiku. Kabel mógłby być nieco bardziej elastyczny, jednak nie utrudnia nam zbytnio życia.
Jako że mamy do czynienia z produktem typu Plug&Play, to niestety nie uświadczymy tu żadnej aplikacji zwiększającej funkcjonalność produktu – przejdźmy zatem od razu do kolejnego istotnego zagadnienia, czyli sensora.
Dream Machines zdecydowało się na czołowego „optyka”, czyli model Pixart PMW3310. Nie będę ukrywał, że jest to mój ulubiony sensor (i dość powszechnie uznawany za jeden z najlepszych na rynku), a jego implementacja w tym przypadku przebiegła bez zarzutu, co owocuje doskonałymi wynikami. Chodzi tu o takie kwestie, jak praktycznie brak zjawisk typu akceleracja, predykcja, jittering (nawet przy maksymalnych rozdzielczościach) czy interpolacja. Poza tym, możemy cieszyć się wysoką prędkością maksymalną (powyżej 4m/s), niskim LOD (ok. 1,8 mm), stabilnym próbkowaniem (1000 Hz) i brakiem jakiegokolwiek pływania kursora. Bardzo dobre rezultaty w testach syntetycznych znalazły odzwierciedlenie w grach, gdzie sensor zapewnia znakomity feeling, ogromną precyzję oraz świetną responsywność. Myszka idealnie sprawdza się we wszelkiego rodzaju FPS-ach, gdzie ogromne znaczenie ma szybkość reakcji i chirurgiczna dokładność. Hardcore’owi gracze powinni docenić również bardzo dobrą ergonomię i kształt zapewniający nam pełną kontrolę nad sprzętem. W innych gatunkach DM1 Pro także spisywał się bez zarzutu, ale w przypadku MOBA i RTS-ów przydałoby się nieco więcej przycisków czy też możliwość ich konfiguracji.
Podsumowując, Dream Machines DM1 Pro to bardzo mocne wejście polskiego producenta na rynek myszek dla graczy i trzymamy kciuki za jego kolejne produkty. Recenzowany model posiada wszystko co najważniejsze w przypadku najbardziej wymagających graczy, czyli sprawdzoną i lubianą konstrukcję, topowy sensor optyczny zapewniający najwyższą precyzję oraz wysoką jakość wykonania, na którą składają się m.in. świetne ślizgacze. Nawet pomimo swoich mankamentów, jak brak dedykowanej aplikacji, zbyt sztywny przewód czy też za twardy przycisk pod scrollem, jest to obecnie jedna z najlepszych myszek, na jaką mogą zdecydować się miłośnicy shooterów, co jest chyba wystarczającą rekomendacją.